1 marca 2017

Uniwersum

Krzyk z mojej głowy: czy odmówię sobie przyjemności?
Zsuwam z ramienia irracjonalne powody,
które barwią moje życie w szkody.
Czasem nie mogę przestać, chcę
mocniej, więcej, jeszcze…
Spodziewam się entuzjastycznej zabawy.
W drodze według planu rzadko docieram bezpośrednio,
niesiona ukochaną swobodą zaglądam do zakamarków świata.
Uwielbiam wiecznie dzikie tereny.
Gdzie słabości się pienią pękając jak mydlane bańki.
Z rozkoszą podnoszę głowę do słońca,
czuję: współistnieję.
Beztroska aura, aż uśmiech się otwiera.
Wchłonę wspomnienia żyjąc teraz.
Kocham szybki bieg uderzeń serca docierający do ekscytacji.
Kto docenia wartość życia, każdy moment?
Kto po słonecznej miłości ma jeszcze chęć

płoszyć gwiazdy na moment własnego uniwersum?


Ulgi samotności

Przecinasz moje imię.
Do dziś czuję cię na mojej skórze.
Naśladując cię podążam za myślami ruchem palców.
Gładząc policzki, wdzierając się we włosy.
Odchylam głowę, zaciskam dłonie na szyi…
Przerażenie otwiera mi oczy.
Prawda, tak to się toczyło.
Przychodzi świadomy oddech
ulgi samotności
zbawiennej wolności.

Pozornie

Co zrobiliśmy miłości, wiesz?
Ona niczego nie udawała.
Litości, była prawdziwa…
Co my jej wyrządziliśmy?
Kto mógłby podobnie? Wariaci nie są tak popaprani…
Sadystyczne stwory, kim teraz się staniemy?

Łapiemy swoje głowy, mamy dość, ale nie,
zrywamy się, tarzamy wokół nie pojmując
jak to możliwie, że bluzgaliśmy ją, kopaliśmy
a ona nieznośnie leży zimna,
leży martwa…
Tylko pozornie możemy uciec od siebie,
będąc w jednej krwi.

28 lutego 2017

Biopsja pamięci

W tramwaju natężonych myśli
on jedyny pasażer od pętli do pętli
bez przystanku.
Ile spowodował dodatkowych zakrętów, gwałtownych hamowań…
Zerkam we wsteczne lusterko
piękna twarz pokryta zmartwieniami.
Wyczerpanie, smutek rozdrażnienia...
Biopsja pamięci.
Oczywista diagnoza
choruję na niego.

21 lutego 2017

Formy dokonane

Formy dokonane
zrobiono, osiągnięto, ale zakochano?
Zakochać się tylko raz i już?
Ktoś tak miał,
czy zakochiwał się każdego dnia w niuansach?
W niepowtarzalnie rozczochranych włosach rano,
w widoku zaspanej twarzy znad parującego kubka,
w stukocie obcasów przed pracą,
w gotowaniu nowej potrawy,
w pogniecionej piżamie,
lub leżącą tak po prostu bez niczego
na lewym boku, podpartą łokciem, pochłoniętą nową myślą,
rozbawioną opowiedzianym żartem,
nawet po latach w kapryśnej minie.
Zakochuje się cały czas, nieustannie.
Inaczej miłość dawna, nieruchliwa,
byłaby wspomnieniem, kiedy może być życiem.

Radosne buble

Poddani w drodze na tron
idą, coś niosą, czy im wystarczy, ach musi już w tym tygodniu…
Wloką ze sobą paki wypchane, pojedyncze torby
promocyjne zdobycze, radosne buble.
Wyglądają spod zadaszenia numeru swojego pojazdu
po odczekaniu jego spóźnienia
same otwierają się przed nimi wrota.
Wkraczają pośpiesznie tarmosząc pakunki przez przejście
obracają się, szukają wzrokiem idealnego miejsca.
A na nim jak zwykle ten w słuchawkach się sadowi.
Poszturchują się wzajemnie, myślą skasowany, nieskasowany…
O Janek skacowany unosi swoją reklamówkę z owadem, tyle
się przeciskać? Wzdychają trzymając się poręczy
i siadają tam, gdzie kierowca wpuszcza
wraz z chłodem i smogiem nowych zdobywców skarbów.
Prześwietlają innych torby i naskórki.
Wzrokiem zastanowienia nadrabiają
co, gdzie, kiedy tak samo…
Ktoś przejdzie, och, a jak się pocałuje!
Wtem ściśnie swe torby mocniej
przypominając sobie jak z tym o imieniu do zapomnienia
bywało goręcej, tymczasem…
Z namysłu wyrywają ich periodyczne telefoniczne zeznania,
później zgadują na co tamta się uśmiecha czytając elektroniczne listy.
Zapominają w podróży o swoim garnku.
Przez refleksji chwilę chcieliby inaczej, ale opuszczając pojazd
stawiają kroki z napływającą ulgą że, jest jak jest.
Lepiej wiadomo, żeby mogło, ale jeszcze się trudzić?
A tak może nie od razu odpoczną, ale zrobią wszystko,
co im dogodne i nade wszystko swobodne!

20 lutego 2017

Płonące spojrzenia

Moje nogi kołyszą się a on wyłapuje każdy ruch…
Góra, dół szybciej w przód, w tył
pośladki wibrują przenosząc się płynnie
tuż przed jego źrenicami prawo, lewo.
Schylam się i podnoszę kręcąc biodrami.
Krok bliżej kolana złączone, rozłączane.
Uśmiecham się czerwonymi ustami i nie przestaję,
poruszam ramionami obchodząc go wokół.
Prowadzę dłonie po swoim ciele, zwalniając
zarzucam włosami na odsłonięte plecy...
Podkreślam dłońmi swoje ruchy wymieniając płonące spojrzenia.
Wyśmienicie… Uwielbiam, jak prosi
o rozpięty kolejny guzik, każde dotknięcie…
Karmimy się pożądaniem.

Płynącym, jęczącym
tak, tak, tak!

Postanowienia końcowe

Kochaniem nie zaśniesz, nie zjesz.
Kochaniem stawać się będziesz śmiechem, krzykiem, milczeniem.
Kochaniem będziesz czekać, marzyć, tęsknić.
Kochaniem się zgubisz, załamiesz, nie raz tusz rozmażesz.
Kochaniem będziesz wierzyć, tłumaczyć, wybaczać.
Kochaniem będziesz uciekać, zatrzymywać się i wracać.
Kochaniem pobijesz wątpliwe myśli.
Kochaniem będziesz zabijać strach.
Kochaniem zniesiesz niezniesione.


Postanowienia końcowe
miłość.

15 lutego 2017

Zbliżenia bioder

Są imprezy, z których wychodzimy ostatni.
Słyszę na nich zawadiackie: pięknie wyglądasz
wypowiadane najszczęśliwszym tonem.
Obroty na parkiecie, zbliżenia bioder,
tajemnicze wślizgiwanie języka pomiędzy moje usta.
Stukanie się kieliszkami, picie za wspólne szczęście
na dziś, na zawsze!
Wychodzimy trzymając się za rękę, obracając się i łapiąc
pełną przygodę. Śpieszyć się możemy tylko do siebie…
Spacerem, biegiem odkrywamy nowe uliczki, zakamarki
z pięknymi mostkami, murami, latarniami, ławkami.
Tam przystajemy, oddychając pocałunkami…
Gdy zbliżamy się do domu, stajemy się coraz bardziej niecierpliwi…
Otwiera drzwi, w szpilkach niosąc mnie do łóżka.
Wybór muzyki podczas rozpinania koszuli i sukienki…
Jego głos na mojej szyi mówi: „nawet w prawdziwie chłodne dni
masz gorące piersi”.
Rozgrzewana całą noc, wiję się z pożądania.
Odpowiadam przesuwając się w dół po jego torsie.
Tak do świtu prowadzimy gorącą dyskusję.

13 lutego 2017

Puste ręce

Patrzysz na puste ręce, czujesz same przedmioty,
czasem mróz i kojące ciepło… pomieszczenia.
W tych rękach były moje dłonie, włosy, ciało.
Te ręce potrafiły być takie szczęśliwe,
gdy mnie chwytały, obejmowały, unosiły.
Było w nich tyle uśmiechniętych kwiatów.
Było tyle wygimnastykowanych zabaw.
Były ciekawe mojej delikatności, którą najczulej pielęgnowały.
Były tak przyjemnie namiętne.
Były moim ulubionym schronieniem.
Było w nich tyle… a zostało
moje serce.

Tylko

Chcę już zapomnieć twoje kroki,
ale nie odchodzisz, przechadzasz się obok.
Obok mnie
szacunku
zaufania
słów
ran.
Obok nas
tylko się przechadzasz.

Nie masz już, gdzie odciskać swoich stóp,
każda ścieżka naznaczona.
Nie wyglądam, bo czuję jak stąpasz,
po starych błędach.
Obiecuję, odejdziesz bez mojego spojrzenia.
Decyduj teraz
odejdź na zawsze.

Naiwne słowa

Bezradnie piszę i piszę o tym bólu
jakby jakiekolwiek naiwne słowa mogłyby go oddać.

Tyle cudowności bezpowrotnie utracić…
Jak przyznać, ‘nie wyszło, nie ocaleliśmy’?

W myślach przeklęty, kochany
nocami na powieki kładzie trwogi.
Dniem, też nie potrafię znaleźć żadnej drogi.
Jak nie żal mi snów?
Ogień życia gasić w łzach już dla nikogo…
Pusta przestrzeń nawet bez echa.
Powód rozpaczy stale daleko,
tylko ona nieustępliwa.

Senny splendor

Tam, gdzie odszedł w senny splendor
cichutko klęczę przeżywając okrucieństwo.
On podglądając z dala nakazuje ‘tylko wdzięcznie się wyrażaj’.
Osuwam się i zamykam w płaczu pod spojrzeniem bezwzględności
jak wytrzymać i wziąć oddech? Kiedy moje życie jest niepotrzebne.
Gdzie moja siła?
Aż dziwne jak będąc tak energicznym i zaradnym można przygasnąć,
spuścić spojrzenia do niedawna tak ciekawe wszystkiego.
Jak można w bezludnej ciszy, nie we wspólnej radości dźwiękach…
Dziwne, że tak w ogóle jeszcze mogę żyć…

Wycieki ostatnich uczuć,
będzie po wszystkim.
Nie mam nic miłego do wspomnienia.
Nie daj się złym snom. Wyjdź z zapomnienia.
Zmieniam scenerię, opadające kosmyki zaczesując do tyłu.

Mija czas przyzwyczajenia do własnych rąk trzymających ciało,
by się uratować i tworzyć lepszą siebie.

10 lutego 2017

Na wskroś

Tylko szalony drażni szczęście pytaniami,
ignorując cierpliwe odpowiedzi, zawładnięty własnymi historiami.
Nie tęsknie, cóż za czym?
Szmer bólu, kołatanie serca, przełknięty śmiech.
Teraźniejszość epizodycznie bywała dobra, bo przeważnie byłam operowana.
Skalpelem, igłą… Bez znieczulenia, narkozy.
Tego dnia rozciął klatkę piersiową, upewniał się, że jest jego…
Ciął na wskroś wtedy ono nie zabiło już więcej…
Bezczelnie zdziwiony ociągając się odszedł po defibrylator.
Wyszarpując wszystkie kable
uciekam z rozprutym sercem.

Miłosne ambicje

Miłosne ambicje nie pozostawiają złudzeń.
Były i są ambicjami, żadną rzeczywistością.
Głowa pęknięta w niej serce rozlane.
On już się nie stanie…
Nogi mam niecierpliwe, zmysły nadwrażliwe,
ale nie chcę uciekać we wspomnienia,
nie chcę nawet pamiętać jego imienia.