29 kwietnia 2016

Najdroższą marynarką

Z wygranym na loterii kuponem biegł,
biegł przez całe miasto ledwie wyhamowując przed przechodniami, okręcając się wokół słupów
biegł tak szybko jak pozwalały mu mięśnie do krawca po swój pierwszy prawdziwy garnitur. 
Myślał "Teraz będę wyglądać na dostojnego dżentelmena!". Krawiec pobrał od niego miarę, dobrał najlepszy materiał do szykownego ponadczasowego kroju. 
Z rosnącym podekscytowaniem udawał się do pracowni na przymiarki aż wreszcie wyszedł w wymarzonym ubraniu. 
Odwiedził w nim wszystkie najznamienitsze miejsca w okolicy. Chciał, aby każdy go w nim podziwiał.
Bywał w nim tak często jak tylko mógł.
Gdy przychodził do domu, bez względu na zmęczenie, czy upojenie odwieszał go i chował w pokrowcu do szafy.
Z czasem zaczął mu się nudzić, ale wciąż był najlepszym, co mógł na siebie włożyć.
Garnitur doskonale służył mu już przez długi czas, aż pokrowiec na dnie szafy przykryła podróżna torba.

Kiedyś wrócił rzucając mnie niedbale na krzesło
a byłam jego najdroższą marynarką...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz