10 lutego 2017

Na wskroś

Tylko szalony drażni szczęście pytaniami,
ignorując cierpliwe odpowiedzi, zawładnięty własnymi historiami.
Nie tęsknie, cóż za czym?
Szmer bólu, kołatanie serca, przełknięty śmiech.
Teraźniejszość epizodycznie bywała dobra, bo przeważnie byłam operowana.
Skalpelem, igłą… Bez znieczulenia, narkozy.
Tego dnia rozciął klatkę piersiową, upewniał się, że jest jego…
Ciął na wskroś wtedy ono nie zabiło już więcej…
Bezczelnie zdziwiony ociągając się odszedł po defibrylator.
Wyszarpując wszystkie kable
uciekam z rozprutym sercem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz